|
- Słuchaj, czy wreszcie oddasz mi te 500 zł, |
|
|
- Słuchaj, czy wreszcie oddasz mi te 500 zł, które Ci pożyczyłem przed dwoma miesiącami? Już piąty raz się upominam. - A ile razy ja cię prosiłem, abyś mi pożyczył? |
|
Kowalski wraca do domu ciemną ulicą, |
|
|
Kowalski wraca do domu ciemną ulicą, nagle staje przed nim jakiś facet i mówi: - Wesprzyj pan bezrobotnego, bo jak nie, to od razu biorę się do roboty. |
|
Trzech facetów chciało przemycić |
|
|
Trzech facetów chciało przemycić rzadkie wiewiórki przez granicę. Nie mając pomysłu jak to zrobić, włożyli je sobie w spodnie. Po minięciu granicy jeden z nich wyciąga wiewiórkę, rzuca nią o ziemię i zadeptuje ją na śmierć. Pozostali dwaj pytają: - Czemu to zrobiłeś? - Że wzięła mojego penisa za patyk to wybaczę, że moje jądra za orzechy też, a mój tyłek za dziuplę również. Ale, że chciała zaciągnąć patyka i orzechy do dziupli, to jej nie zapomnę! |
|
Z pociągu na Dworcu Centralnym |
|
|
Z pociągu na Dworcu Centralnym wychodzi facet w podartych spodniach, zmiętolonej marynarce, wygniecionym kapeluszu, cały zabłocony, z podbitym okiem, kuśtyka w stronę wyjścia, nagle upada i czołga się. Podchodzi do niego jakiś zdziwiony gościu i pyta się: - Panie, dobrze Pan się czuje? - Najgorsze mam już za sobą... - A skąd Pan jedzie? - Z Koluszek. - A dokąd? - Do Zambii!!! |
|
Jedzie dwóch gości na rowerach: |
|
|
Jedzie dwóch gości na rowerach: - Ej, Franek! Błotnik Ci się telekoce! - Nic nie słyszę, bo mi się błotnik telekoce! |
|
Pewien facet cierpiał na zaniki pamięci. |
|
|
Pewien facet cierpiał na zaniki pamięci. Pewnego dnia, gdy przyszli do niego goście, zaczął opowiadać, że teraz leczy się u bardzo dobrego lekarza. Przyjaciele zapytali więc, jak ów medyk się nazywa: - No właśnie, miałem na końcu języka... Pamiętacie może, był taki grecki poeta, w starożytności, taki ślepy... - No był, Homer. Ten lekarz ma na nazwisko Homer? - pytają goście. - Nie, nie! On napisał taka epopeję, o tym jak Grecy się tłukli pod takim miastem, które próbowali zdobyć... - No tak, zdobywali Troję. To co, ten lekarz się jakoś podobnie nazywa? Albo mieszka na takiej ulicy? - Nie, nie, nie! Tam był taki wódz tych, no, Greków, taki główny... - Agamemnon? - O! No i on miał brata... - Menelaosa. Ale, co to ma wspólnego z lekarzem? - Zaraz mówię. I tam był taki wódz trojański, który temu Mene... jak mu tam, uprowadził żonę. - Aaaa, Parys! Ten lekarz nazywa się Parys? - dalej pytają goście. - Nieeeee! Ta żona, co on ją uprowadził, to jak miała na imię? - Helena. - Właśnie, Helena! Helenkaaaaaaaaa!!! - woła do żony myjącej w kuchni naczynia - Jak się nazywa ten mój lekarz... |
|
Siedzą trzej faceci przy barze, nagle jeden mówi |
|
|
Siedzą trzej faceci przy barze, nagle jeden mówi: - Wiecie, moja żona zdradza mnie z kominiarzem. - Czemu tak myślisz? - pytają pozostali. - Po powrocie z pracy zauważyłem moją żonę rozebraną na łóżku, a koło niej pełno popiołu i tak się składa, że moim sąsiadem jest kominiarz. - O kurcze. - powiada drugi - Moja żona zdradza mnie z moim sąsiadem młynarzem, bo zdarzyło mi się to samo, ale dookoła było pełno mąki. - O kurcze. - powiada trzeci - A moja żona to mnie zdradza z koniem. - Dlaczego tak sadzisz? - pytają zaciekawieni dwaj. - Ponieważ kiedyś, gdy wróciłem do domu, to zauważyłem moją żonę rozebraną, a pod łóżkiem leżał dżokej... |
|
Dwóch facetów bije się na ulicy. |
|
|
Dwóch facetów bije się na ulicy. Obok stoi mały chłopiec i krzyczy: - Tatusiu! Tatusiu! Podchodzi do niego starsza pani, uspokaja go i pyta: - Który z tych dwóch panów jest twoim ojcem? - Jeszcze nie wiem. - odpowiada chłopiec - Właśnie się o to biją. |
|
Siedzi dwóch starszych dziadków |
|
|
Siedzi dwóch starszych dziadków na ławeczce w parku i przechodzą dwie młode laski. Nagle jeden z dziadków do drugiego: - Podrywamy dupcie? - Eee tam, jeszcze sobie posiedzimy! |
|
Facet pełznie przez pustynię i umiera z pragnienia. |
|
|
Facet pełznie przez pustynię i umiera z pragnienia. Nagle podjeżdża do niego Arab na wielbłądzie, otwiera walizkę i proponuje kupno krawata. - Niepotrzebny mi krawat! - oburza się mężczyzna. - Woda, oddam majątek za wodę... - Ale mam naprawdę piękne krawaty. - nie rezygnuje Arab. - Zjeżdżaj z tymi krawatami! Ja umieram z pragnienia! - odpowiada mężczyzna. W końcu Arab zrezygnowany zamyka walizkę, wskakuje na wielbłąda i po kilku chwilach znika na horyzoncie. Mija godzina i nieszczęśnik zauważa hotel. To jego ostatnia nadzieja. Podpełza do drzwi i jęczy: - Wody! Wody! - Niestety... - odpycha go stanowczo boy hotelowy - bez krawatów nie wpuszczamy. |
|