|
Paczka dowcipów |
|
|
Nadesłała - Joasia z OrchowaCo można zobaczyć zaglądając blondynce głęboko w oczy? - Potylicę.
Jadącą na rowerze blondynkę zatrzymuje policjant. Po sprawdzeniu stanu technicznego roweru mówi: - Nie ma pani powietrza w tylnym kole. a blondynka na to: - Tak to prawda ale tylko na dole...
Jakie trzy przyciski ma blondynka na czole? - Pranie, gotowanie, off :)
- Jak umierają neurony blondynki? - Samotnie...
Jak nazywa się zjawisko farbowania włosów blondynki na ciemny kolor? - Sztuczna Inteligencja (AI)
Co powiedziała prawa noga blondynki do lewej? - Nic. Nigdy się nie spotkały... Syn Ignaca wrócił z wojska i Ignac zaczyna szukać mu kandydatki na żonę. Poszedł do sąsiedniej wsi, a gdy wrócił, oznajmia synowi: - Znalazłem ci narzeczoną. - Ładna? - Jeszcze jak! Żebyś ty widział, jak szybko potrafi widłami słomę zrzucić z furmanki!
Kuzyn z miasta odwiedza bardzo zaniedbane gospodarstwo rolne Antka. - Nic na tej ziemi nie rośnie? - A no nic - wzdycha Antek. - A jakby tak zasiać kukurydzę? - Aaa... jakby zasiać, to by urosła.
Jechał chłop wozem i uderzył konia batem. Koń odwraca łeb i mówi: - Jak mnie jeszcze raz uderzysz, to ci tak z kopa oddam, że się w lustrze nie poznasz! Chłop zdziwiony: - Pierwszy raz w życiu słyszę - żeby koń mówił! - Ja też - przytaknął siedzący obok chłopa pies.
W gospodzie Jasiek pije z kumplami wódkę. W pewnej chwili pryknął! Wie, że to nie wypada, więc wstaje i mówi: - Wyjdę na chwilę na dwór, bo mi od tego siedzenia noga zdrętwiała. - No, no - przytakują kumple. - Aż se musiała od tego siedzenia pierdnąć!
Program otwarcia pewnej wystawy rolniczej przedstawiał się tak: godz. 11:00 - przyjazd nierogacizny i bydła nierogatego. godz. 12:00 - przybycie zaproszonych gości. godz. 13:00 - wspólny obiad.
Antek kupuje na targu konia. - Ile pan chce za niego? - Tysiąc złotych. - Przecież on jest ślepy! - Co?! Przejedź się pan nim, to zobaczysz, czy jest ślepy! Antek wsiada na konia i zaczyna galopować. Koń pędzi przed siebie na oślep, prosto na mur z cegieł i po chwili wpada na niego, kończąc w ten sposób życie. Antek wyłazi spod konia i mówi: - Mówiłem, że jest ślepy! - Może i ślepy, ale jaki odważny!
Antek poszedł nad rzekę łowić ryby. Rozpalił ognisko i już miał zarzucić wędkę, gdy zauważył kurę idącą w jego stronę. Nie namyślając złapał ją, oskubał, upiekł i zjadł. Nagle patrzy: drogą biegnie sąsiadka i woła: - Antek, nie widziałeś mojej kury? Antek spogląda na pióra leżące u jego stóp i mówi: - Rozebrała się i popłynęła na drugą stronę rzeki!
Antek z sąsiadem postanowili zważyć świnię. Ponieważ nie mieli wagi ani odważników, na duży kamień położyli długą deskę. Na jedną stronę deski wprowadzili zwierzę, a na drugą zaczęli kłaść kamienie, aż do uzyskania równowagi. Gdy im się to udało, Antek rzekł zadowolony: - W porządku! Teraz tylko trzeba zgadnąć, ile ważą te kamienie!
Spotyka się dwóch sąsiadów. Jeden mówi: - Czy ty wiesz Franek, że moja świnia mówi po francusku? - Chyba jesteś pijany, albo zwariowałeś! - Nie wierzysz? To założymy się! Sąsiedzi poszli do chlewu do świni mówiącej po francusku. Jej właściciel pyta: - Kaśka, umiesz mówić po francusku? Świnia nic. Wtedy chłop ją kopnął, a świnia: - Łi, łi, łi!
W gospodzie przy butelce wódki spotykają się dwaj chłopi. Jeden mówi: - Mój koń jest bardzo mądry. - Dlaczego? - pyta drugi. - Gdy gadam: "Idziesz, czy nie?", to on idzie, albo nie.
Antek radzi się agronoma: - Mówią, że nawóz sztuczny jest lepszy od naturalnego. A pan jak uważa? - Trudno powiedzieć, to rzecz smaku.
Przy wódce w gospodzie trzej chłopi przechwalają się: - Ja - mówi pierwszy - wyhodowałem w tym roku wielkie jabłka. Każde ważyło kilogram! - Moje jabłka - mówi drugi - były większe. Miały po dwa kilogramy! - To jeszcze nic - mówi trzeci. - Ja wyhodowałem takie jabłko, że jak wiozłem je furą na jarmark, to wyszedł z niego robal i zeżarł mi konia!
Młody agronom kazał na swoje urodziny zabić świnię. Chłop tłumaczy mu: - Niestety, nie możemy zabić, bo się prosi. - Choćby się i na kolanach prosiła - macie ją zabić!
Jagna zaniepokojona dziwnymi odgłosami dochodzącymi od sąsiada, pyta: - Co się u was dzieje, kumie? - Nic. To tylko teściowa śpiewa wnukom kołysanki. - Chwała Bogu! Już myślałam, że świnia wam zdycha.
Pewnego razu sołtys spogląda na ręce Antka i pyta: - Gdzieś stracił palce u prawej ręki? - A no ze dwa roki temu włożyłem rękę koniowi do pyska, żeby zobaczyć ile ma zębów. Wtedy koń zamknął pysk, żeby zobaczyć ile ja mam palców.
W sobotę Jasiek przychodzi do proboszcza i mówi: - Chcę jutro wziąć ślub z Kaśką. - Jutro? To niemożliwe, za mało czasu na przygotowanie! - Wszystko mi jedno, czy ksiądz proboszcz da mi ślub, czy nie. Ja i tak w poniedziałek zaczynam!
Chłopak z miasta ożenił się z dziewczyną ze wsi, lecz bardzo wstydził się jej wiejskiej wymowy. Postanowił wysłać ją do Ameryki, aby tam nabyła manier, a przede wszystkim nauczyła się po "miejsku" mówić. Po kilku tygodniach dziewczyna wraca. Wychodzi z samolotu i woła do męża: - Heloł bejbi! Heloł bejbi! - O, proszę, jak ładnie! - myśli mąż. A ona krzyczy dalej: - Heloł bejbi! Juści jezdem nazad!
W Wigilię chłop jedzie furmanką, a obok biegnie pies. Ponieważ koń idzie strasznie leniwie, chłop bije go batem. - Jeszcze raz mnie uderzysz, to będziesz szedł piechotą! - mówi koń. - Pierwszy raz słyszę, żeby koń mowił! - dziwi się chłop. - Ja też! - mowi pies.
Srodek lata, poludnie, skwar. Droga jedzie woz, ciagniety przez konia. Na wozie gospodarz, obok biegnie pies gospodarza. - Co za upal! - wzdycha glosno gospodarz. - Okropny! - zgadza się pies. - O rety! - dziwi się gospodarz. - Do dzis nie wiedzialem, ze umiesz mowic! - Ja tez nie wiedzialem! - dodaje kon.
Przychodzi gospodarz do domu i mowi: - Sluchaj matka!!! Dokupilem dzisiaj 10 hektarow ziemi. - Wiem. - A skad wiesz???? - Nasz kon się za stodola powiesil.
Sąsiad widzi sąsiada zbijającego z desek pudła różnej wielkości: - Po co pan to robi? - A, bo syn pisał z miasta, że złapał syfilisa, a ja nie wiem jakie to duże.
Chłop wyhodował dwu tonowe jablko. Wsadzil na woz i zawiozl na targ. Niestety nie ma na nie chetnych. Wreszcie pod wieczor podchodzi facet i pyta: - To pana jabłko? - No! - To cofnij pan wozem bo mi robak konia wp*****li!
W wiejskiej chacie rozespany chlop mowi do zony: - Maryska, albo zes się odkryla, albo zes obory nie domknela...
Wezwal gospodarz weterynarza do chorej krowy. Gdy ten przyjechal, kazal chlopu patrzec pod ogon, sam zas zaglada do pyska: - Czy pan mnie widzi? - Nie. - To pewnie bedzie skret kiszek.
Pewien soltys mowil co drugie slowo "kurwa". Za miesiac mial jechac na spotkanie z ministrem rolnictwa i przyswajal sobie przez ten miesiac, ze zamiast "kurwa" bedzie mowil "zaba". Wchodzac do gabinetu ministra potknal się o dywan mowiac: - O, zaba! Minister wstaje zza biurka i mowi: - A skad się ta kurwa tu wziela?
- Jagusia! Jagusia! - krzyczy gospodyni. - Dalas krowom? - Nie, oborowemu!
- Kupilem bardzo tanio dwadziescia hektarow ziemi - mowi gospodarz do zony - tyle tylko, ze ona caly czas ciagnie się pod gore... - A to teraz rozumiem - zauwaza gospodyni - dlaczego nasz kon powiesil się w stajni.
Kombajnista we wsi nie placil podatkow. Chlopi się zbuntowali i w wiejskiej swietlicy postanowili zrobil zebranie w celu omowienia paru kwestii. Szemrali przez pare godzin, w końcu kowal podnosi reke. Soltys udzielil mu glosu. Kowal wstal i mowi: - Przypie*.*lę kombajniscie!!! Soltys odpowiedzial: - Wiesz, kowalu to nie jest dobry pomysl, bo wprawdzie kombajnista nie placi podatkow, ale mamy tylko jednego kombajniste i jest on potrzebny. Po paru godzinach obrad kowal znowu prosi o glos. Gdy soltys mu go udzielil, kowal przedstawil kolejna propozycje: - Przypie*.*lę spawaczowi - mamy dwoch.
- Gosposiu, gdzie jest twoj maz? - Poszedl karmic swinie, ale rozpoznacie go latwo, bo jest w kapeluszu.
Chlop byl na wycieczce w zoo. Po powrocie opowiada kumplowi, co tam widzial. - Widzialem zebre. - A jak ona wyglada? - A widziales konia? - No! - No to wyglada jak jak kon, tylko jest w bialo-czarne pasy. - Aha. I co jeszcze? - Widzialem zyrafe. - A jak ona wyglada? - A widziales konia? - No! - No to wyglada jak jak kon, tylko ma dlugasna szyje. - Aha. I co jeszcze? - Widzialem hipopotama. - A jak on wyglada? - A widziales konia? - No! - No to wyglada jak kon, tylko gruby, ma krokie nozki, szeroki pysk i w wodzie siedzi. - Aha. I co jeszcze? - Widzialem weza. - A jak on wyglada? - A widziales konia? - No! - No ten waz ni ch*ja do konia nie podobny.
Do zasluzonego gornika przychodzi pani redaktor z TV: - Naczelny zaproponowal mi, abym przeprowadzia z panem, jako chluba naszego przemyslu wydobywczego, wywiad w TV. - mowi ona. - Och, nie wiem czy podolam... - zaskoczony gornik nie wie co powiedziec. - Nie ma problemu, wystarczy ze poprawi pan odpowiednio wypowiedz w momencie gdy chrzakne porozumiewawczo. Moze zawyzy poniektore wskazniki??? - sugeruje pani redaktor. Ostatecznie gornik zgadza się. Po paru dniach spotykaja się w programie. - Oto przedstawiam Panstwu najbardziej zasluzonego pracownika wydobycia. Przed Panstwem J˘zef Krympala. Rozpoczyna się wywiad: - Panie Jozefie, jak tam wygladalo wydobycie w tym miesiacu? - O, w tym miesiacu wydobyem okolo 25 ton wegla... - Hrmmm... - wtraca znaczaco pani redaktor. Gornik orientuje si w sytuacji: -...oczywiscie dziennie! Sumarycznie wyszlo to w okolicach 700 ton. - To doskonale! A jak tam rodzina? Tak doskonale pracujacy czlowiek ma z pewnoscia liczna rodzine? - Mam jedno dziecko... - Hrmmm... -... oczywiscie to brata, sam wychowuje pietnascie cudnych malenstw. - Jakze wspaniala rodzina! A jakie ma pan hobby? - Slucham? - No, zainteresowania, konik... - Czternascie centymetrow... - Hhrrrrmmmmm!!! -...oczywiscie w zwisie, bo jak stanie to pol metra...
Slaskie: (slowniczek: gerdiny - firanki, bryle - okulary) Stopyko się Gerdo z Trudom: Gerdo: Trude, Ty se kup nowe gerdiny bo ja wszystko widza co Ty ze swoim starym wyrobiasz... Trude: A Ty se kup nowe bryle, bo ja nie ze swoim wyrobiom ino z Twoim.
Alojz skonczyl robota, ale nie chcialo mu się dzwigac lopaty, wiec zostawil ja na podszybiu, a na lopacie napisal: "Francik, wez mi na wierch lopata, bo zech jej zapomniol". Nastepnego dnia zjezdza na dol, lopata dalej stoi, a obok napis: "Alojz, nie gorsz się, ale jo jej nie widziol".
Pyzdra i Kwiczol pracowali w kopalni. Pewnego dnia Pyzdra skonczyl wczesniej i zostawil wiadomosc koledze na scianie: "Kwiczol jak bedziesz tedy szedl to zabierz moja lopate, bo jo musze juz isc". Na drugi dzien Pyzdra przychodzi do pracy i czyta napis na scianie: "Pyzdra nie wziolem twojej lopaty bom tedy nie przechodziol - Kwiczol".
- Wiecie co dostaje górnik po smierci? - 3 dni urlopu, a potem z powrotem pod ziemię...
Richard do Alojza: - Pieronie, Alojz, ale zle wygladosz! Alojz: - Nie dziwota, jak czlowiek musi przy monterach harowal od rana do wieczora. Richard: - A dlugo to tam juz robisz? Alojz: - Po niedzieli mom zacal...
Gornik Ecik po raz pierwszy wyjechał ze swoją Trudą nad morze. Wchodzi na plażę i mówi do żony: - Q*.*a, Truda, patrz ile tej wody! Q*.*a, Truda, patrz jakie piękne drzewa! Q*.*a, Truda, patrz ile tu ludzi! Podchodzi Gostek: - Pan jest ze Śląska? - Tak, a skąd pan poznał? - No po tej q*.*ie. - Widzisz, q*.*a, Truda, na tobie to się każdy pozna, nawet taki, q*.*a, Gostek.
W lesie spaceruja dwaj wiesniacy: - Wania, smotri kakoj haroszyj i wielikij grib! - Gdje? - Wot tam, nad wajskowoj bazoj.
John mieszkal na farmie lezacej na kompletnym odludziu, o kilkanascie mil od najblizszej siedziby czlowieka. Pewnego razu postanowil zrobic porzadki w swym ogrodzie. Ale nie mial sekatora, wybral się wiec po niego do swojego najblizszego sasiada. Poniewaz dzielil go od niego szmat drogi (John szedl piechota) facet z nudow zaczal po drodze kombinowac jak to bedzie gdy juz dojdzie do kumpla... "Ja powiem "czesc" a on się zapyta co mnie sprowadza. Wiec powiem mu, ze chce pozyczyc sekator. On się pewnie zapyta po co mi sekator. Wiec ja mu powiem, ze to nie jego interes. No to on powie, ze jak sekator jest jego to chce wiedziec po co go pozyczam. Wiec ja jemu powiem..." No i John poklocil się sam z soba. I gdy po paru godzinach dotarl do celu to az się gotowal ze zlosci. Zalomotal piescia w drzwi. Sasiad otworzyl. - O, czesc stary! Co cie sprowadza? - W DUPIE MAM TWOJ SEKATOR!!! - wrzasnal John i zawrocil do domu.
Byla niezla burza i facetowi zerwalo blache z dachu. Troche ja pogielo, przy okazji wiec zabral to do mechanika zeby wyprostowal. Po dwoch dniach mechanik dzwoni do niego: - Panie, nie mam pojecia co pan z tym samochodem zrobil, ale za tydzien bedzie do odebrania...
Wiele lat temu Jaruzelski udał się z wizyta do Regana. Rozmawiają sobie, a Jaruzelski pyta: - Słuchaj Ronny, jak ty to robisz, ze u ciebie wszystko chodzi jak w zegarku? Regan wyjaśnia, ze sekret leży w dobrze zorganizowanej administracji i zdolnych ludziach. Postanawia zaprezentować Jaruzelskiemu jakich to ma zdolnych ludzi. Łączy się ze swa sekretarka i mówi: - Bush do mnie! Po chwili zjawia się Bush. Regan mówi: - Bush, mam dla ciebie zadanie. Odpowiedz mi, kto to jest: urodziła go twoja matka, ale to nie jest twój brat, ani twoja siostra. Bush chwilę się zastanawia i mówi: - Jeśli to nie mój brat... ani moja siostra... to w takim razie to jestem ja! - Bardzo dobrze! - mówi Regan, a Jaruzelski kiwa z uznaniem głową. Po powrocie do kraju Jaruzelski dzwoni do sekretarki i mówi: - Kiszczak do mnie! Po chwili zjawia się Kiszczak. - Kiszczak, mam dla was zadanie. Kto to jest: urodziła go twoja matka, ale nie jest to ani twój brat, ani twoja siostra. Kiszczak długo się zastanawia po czym mówi: - Towarzyszu Generale, melduję, że nie wiem, ale obiecuję, że najdalej jutro złapiemy sq*.*syna! Na to Jaruzelski: - Nie złapiecie, nie złapiecie... - Dlaczego, Towarzyszu Generale? - Bo to jest Bush.
Honecker, po swojej śmierci w piekle został wprowadzony do tego wielkiego kotła, gdzie wszyscy grzesznicy się piekli. No i diabeł jeszcze tłumaczy, ze każdy tutaj jest karany według swoich grzechów, tzn. ten kto mało zgrzeszył, ten stoi tylko po kostkę w tej gotującej smole, inni aż po kolano, a jeszcze inni po pas, itd. Wiec, diabeł prowadzi Honeckera do tego kotła i Honecker znalazł swoje miejsce u innych stojących aż po pas w smole. No i rozglądając się zauważył, ze tam Hitler stoi w środku, no i tez tylko po pas. Więc, wzburzony pyta się diabla, co to ma znaczyć, w końcu nie zgrzeszył tyle co ten faszysta Hitler. Diabeł patrzy się w tym kierunku i krzyczy: - Ej, Adolf, przestań i zejdź z Breżniewa!
Prezydent Rosji i USA założyli się, czyjego państwa osiągnięcia są lepsze... Przyjechał Jelcyn do Ameryki. Znaleźli się w małym pokoiku, na środku którego był malutki stoliczek z guziczkiem. Po zachęceniu zbliżył się Jelcyn do stoliczka, nacisnął guziczek, a tu wielki huk, bum, cos błysnęło i rozleciał się jego samochód. Clinton z triumfująca mina spojrzał na zdziwienie przeciwnika. Następnie Clinton udał się do Rosji, i tak podobnie jak poprzednio znaleźli się w małym pokoiku, na środku którego był malutki stoliczek z guziczkiem. Po zachęceniu zbliżył się Clinton do stoliczka, nacisnął guziczek, a tu nic... Następnie z ironicznym uśmiechem powiedział: Clinton - Eeee, to u nas w Ameryce to wszystko działa! Jelcyn - Ameryki niet.
Do Polski przyjechał Kohl, wiec Kwaśny zaprosił go do restauracji. Kelner pyta się tam Kwacha: - Panie prezydencie, co podać? Na to Olo: - Dla mnie piwo, a dla Helmuta cola...
Kwaśniewski podpisuje z Havlem umowę o współpracy kulturalnej. Kwaśniewski podpisał a Havel czyta umowę; piec, dziesięć minut, wszyscy czekają w końcu Kwaśniewski nie wytrzymuje i pyta Havla czy musi to wszystko teraz czytać w końcu przeczytał to wcześniej. Havel mówi: - Musze przeczytać, żeby nie było jak w 68-mym jak zamiast "Czerwonych Gitar" przysłaliście nam "Czerwone Berety".
W latach 70-tych: - Jak się macie, drodzy towarzysze? - zażartował Gierek, witając się z robotnikami. - Dobrze, towarzyszu sekretarzu - zażartowali robotnicy.
- Jakie są polskie drogi do kapitalizmu? - pyta dziennikarz na konferencji prasowej wicepremiera. - Drogi węgiel, drogi gaz, drogi prąd...
Pomiędzy ambasadami USA i CCCP zorganizowano wymianę sekretarek. Po dwóch tygodniach amerykańska sekretarka pisze depeszę do swoich: "Moi drodzy, tu jest okropnie. Zero automatyzacji, ciągle robię czaj szefowi, a spódnicę to dostałam taka długa, ze ledwo chodzę." W tym samym czasie wędruje depesza do Rosji: "Moi drodzy, tu jest okropnie. Wszędzie te komputery, światełka, guziki, nie mam co robić, nudzę się. A spódnicę to mi dali taka krótka, że mi chyba widać jaja i kałasza."
Słyszeliście? Każdy polityk ma otrzymać po paczce pampersów! Wiecie dlaczego? - Żeby z reform znów gówno nie wyszło!
Znany polityk chrzescijansko-narodowej partii szedl ulica i się potknal. - O cholera - powiedzial. - O kurwa - dodał - powiedziałem cholera, a to przecież grzech. - A ch*.* i tak nie chciałem by w ZChNie - zakończył.
Leszek Moczulski został powołany na sędziego startowego w biegu na 100 metrów. Dostał pistolet startowy i dowiedział się, że jak tylko główny arbiter zezwoli na bieg ma wystrzelić. - Do którego zawodnika najpierw? - pyta Moczulski.
Jedna z zalet demokracji jest to, że nikt kto został wybrany nie jest głupszy niż ci co go wybrali. Im głupszy jest ten wybrany, tym głupsi są ci co go wybierali...
Na Kubie wybuchło powstanie przeciw Fidelowi. Powstańcy zbliżyli się do jego siedziby. Fidel stanął przed swoim portretem i zadał mu pytanie: - I co teraz będzie? - Ano nic - odpowiedział portret. - Mnie zdejmą, a ciebie powiesza.
Nauczyciel pyta: - Jasiu, czy w twoim domu wisi portret Stalina? - Nie, proszę pana- odpowiada grzecznie uczep. - A Bieruta? - Nie, proszę pana. - To może Bermana? - Tez nie - odpowiada Jasio. - Ale tato mówił, że jak go puści UB, to powiesi wszystkich trzech.
Rozmawiają dowódcy armii USA i ZSRR. USA: A u nas każdy żołnierz dostaje dziennie żarcia za 10 dolarów ZSRR: Eeeee tam... Kto ci zje 30 kilo ziemniaków?
Do Brezniewa przyjechała z wizyta jego matka gdzieś z dalekiego kołchozu. Została przyjęta jak głowa pastwa, oprowadzona po fabrykach, muzeach, odbyły przyjęcia na jej cześć. Odjeżdżając, mówi do syna: - To wszystko twoje, Lonia? - Tak, mamo. - Uważaj, synku, bo jak przyjdą komuniści, to ci wszystko zabiorą!
- Jak się u was żyje? - No, zaraz po przyjściu czerwonych było bardzo ciężko... - A później? - A później przywykliśmy...
- Jasiu wymień czterech naszych największych polityków. - Wałęsa... Kuroń... Mazowiecki... i... Havel. - Jasiu, Havel to przecież Czech! - Nie, czterech!!
Film propagandowy na cześć Stalina. Do Stalina na defiladzie podbiega dziewczynka: - Wujku, daj cukierka... - SPIER*.*.*!!! Komentator: - A mógł zabić!
Pytanie do Radia Erewan: - Jak długo będzie żyć Przewodniczący Komunistycznej Partii Chin? - Nie wiemy, ponieważ nie leczy się w Moskwie
Pytanie do Radia Erewań: - Dlaczego pszczoły mają królową, a nie sekretarza? - Bo chcą mieć miód, a nie gówno.
Nad Kubą ukazała się Wielka Dupa - nie mogli pojąć, o co chodzi, dlaczego nagle Wielka Dupa nad Kubą. Zawołał Fidel w końcu zaufanego zakonnika, który mu wytłumaczył, że jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Radio Erewań to słynna stacja, która w dobie komunizmu potrafiła udzielać rad obywatelom dręczonym przez system, wielu pracowników radia źle przez to skończyło (wczasy na Syberii).
- Kiedy odbyły się pierwsze w wiecie wybory według komunistycznego wzorca? - W raju, gdy Pan Bóg stworzył kobietę, przyprowadził ja do Adama i powiedział: "Wybierz sobie żonę"
- Jak daleko nam do komunizmu? - 8 kilometrów! - Dlaczego? - Bo towarzysz Lenin napisał: "Co pięciolatka - krok do przodu!"
Kolejne pytanie do radia Erewan: - Drogie radio, dlaczego nie cytujecie kawałów politycznych? - Drogi słuchaczu, bo nam jest bardzo dobrze, że jemy biały chleb nad Morzem Czarnym, a nie odwrotnie...
Zamawia Clinton rozmowę tel. z Piekłem. Gada, gada, po kilku dniach przychodzi rachunek na bajońska kwotę. Zamówił także Jelcyn, bo co, ma być gorszy? Gada, gada, gada, gada... Przyszedł rachunek na kilkanaście rubli. Zdumiony dzwoni na centrale z zapytaniem co on tak tanio, a Clinton drogo? - Bo ze Stanów do Piekła to międzynarodowa, a z Moskwy to miejscowa...
Wałęsa wybrał się z małżonka na premierę baletu "Jezioro Łabędzie". Tuz po rozpoczęciu, nasz zmęczony maż stanu usnął. Obudziły go oklaski po zakończeniu przedstawienia. Nieco zmieszany Wałęsa pyta się współmałżonki: - Danka, czy ktoś zauważył że trochę przysypiałem? Odpowiedz: - Ci na widowni to nie ale ci na scenie to zaraz jak zasnąłeś zaczęli chodzić na palcach.
Wałęsowie poszli do ZOO i nagle Danuta zauważyła: - Lechu, patrz tu jest gęś, może byśmy ja wzięli, upiekli, byłoby dla wszystkich na parę dni. Na to Lechu: - Glupiaś, to nie jest gęś tylko pelikan i z tego się robi atrament.
W Polsce ukazał się zbiór dowcipów rysunkowych na temat Wodza. Jeden z nich przedstawia Matkę Boska ze znaczkiem z Wałęsa w klapie.
Zebranie lokalnego oddziału KPSS na Czukotce. Atrakcja jest towarzysz, który Właśnie powrócił z Moskwy. Inni Czukcze pytają go: - I czego się dowiedziałeś w Moskwie, Mekce naszej? - Bardzo dużo, ale przede wszystkim trzech najważniejszych rzeczy: Po pierwsze: że Marks i Engels to byli dwaj rożni ludzie Po drugie: że socjalizm służy człowiekowi Po trzecie: sam tego człowieka widziałem.
Brezniew ładuje w W-wie. Wita go salut honorowy. Huk przewala się nad miastem. Jakaś babcia pyta przechodnia: - Co to wojna? - Nie, tylko Brezniew przyleciał. - To co? Nie mogą go trafić od pierwszego razu?
Długa styczniowa noc, początek wojny afgańskiej, Amerykanie Wysyłają na Kreml krótkie zawiadamianie, że wprowadzają embargo, na części zamienne do Brezniewa. Przychodzi krotka odpowiedz: - Mamy to w nosie, właśnie zdemontowaliśmy Suslowa.
W Alejach Ujazdowskich w Warszawie idzie gość, a za nim drugi, który tamtemu kreci kijem w d*.*ie. Zatrzymuje go milicjant i pyta dlaczego on to robi. Gość odpowiada: - A bo on ma przyjaźń polsko-radziecka w d*.*ie, a ja mu ja pogłębiam.
Sekretarz partii podchodzi do proboszcza. - Pożyczcie proboszczu trochę ławek na zebranie partii. - Nie pożyczę - odpowiedział proboszcz. - Nie pożyczycie? Dobrze, to my nie będziemy nieśli baldachimu na procesji. - Nie będziecie nieśli? To ja nie napisze wam przemówienia na 1 maja. - Nie napiszecie? To my nie będziemy chodzić do spowiedzi i g*.*no będziecie wiedzieli, co się dzieje w partii.
Pan prezydent (Lechu) zachorzał. Przychodzi Drzycimski i mówi: - Panie prezydencie, parlament przesyła pozdrowienia i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia 238 glosami za, 120 przeciw i 40 wstrzymującymi się...
W terenie delegat PZPR pyta: - No i jak u was idzie walka z Kościołem? - Walczymy, ale prawdę powiedziawszy, przegraliśmy. - Co to znaczy? - Najpierw ufundowaliśmy solidna ławę i chcieliśmy postawił ja z przodu, żeby cala egzekutywa siedziała przed ołtarzem. Ksiądz się nie zgodził. Powiedział, ze tam będą siedzieli jego pobożni parafianie. No to my księdzu na to, że nie będziemy nosili baldachimu na procesji. Ksiądz się zezłościł i mówi do nas: "Skoro tak, to ja nie będę wam pisał sprawozdań z egzekutywy!" No i musieliśmy ustąpił, żeby partia szkody nie poniosła...
Bill i Hillary C. Jada samochodem po Arkansas. Wjeżdżają na stacje benzynowa. Hillary pokazuje Billowi faceta przy pompie: - Wiesz, kiedyś o mało za niego nie wyszłam... - Ale chyba nie żałujesz, że wyszłaś w kopcu za mnie? W końcu nie byłabyś teraz żona prezydenta... - Bill... Gdybym wyszła za niego, to on byłby dziś prezydentem.
Bill wybiera się na poranny jogging zima. Biegnie, biegnie, nagle widzi jakiś napis na śniegu. Patrzy: "BILL CLINTON TO GÓWNIARZ". Clinton wkurzył się. Wezwał szefa FBI i kazał mu przeprowadzić śledztwo. Kilka godzin później przychodzi do niego agent i mówi: - Panie prezydencie, mam dobre wieści i złe wieści. Clinton: - Najpierw dobre. Agent pokazuje mu wyniki testów: - Analiza próbki moczu wykazała, że to Jesse Jackson (polityczny przeciwnik Clintona, Murzyn) odlewał się na śnieg. Bill: Hm... A te źle? Agent: Jak by to powiedzieć... No... Tego... To charakter pisma Hillary...
Spotyka się dwóch kumpli: - Ty, wiesz, wczoraj na targu od ruskich kupiłem mapę Europy. - No i co? - No i se qrwa wyobraź, ze nas tam nie ma!
- Jaka jest największa i najstarsza oaza polityki? - Komunikacja miejska! Żeby w godzinach szczytu wejść do tramwaju lub autobusu trzeba się mocno pchać, głośno krzyczeć, pluć i kopać...
Hrabia, słynny gawędziarz, opowiada wśród grona przyjaciół jedną ze swoich licznych przygód. - Sarna, którą upolowałem była wielka i ciężka, wokół nikogo nie było, więc musiałem sam sobie z nią poradzić. Zarzuciłem jedna nogę sarny na lewe ramię, druga na prawe... W tym momencie hrabia został odwołany przez służącego do pilnego telefonu. Po chwili wraca i pyta: - Na czym to ja skończyłem? - Jedna noga na prawe ramię, druga noga na lewe ramię... - podpowiada chór przyjaciół. - A, już wiem - przypomina sobie hrabia - ach te Rosjanki, cóż to były za kobiety!!!
Przyjechała Hrabina, no i Hrabia postanowił zrobić małe BARA-BARA. Przygotował kolację, zrobił nastrój i dzięki udanym zagrywkom taktycznym wylądowali w łóżku. Jan stanął z kandelabrem (dla takich co nie wiedza to taki świecznik na patyku :-)), a Hrabia pracuje. Pracuje, pracuje, ale Hrabina kręci nosem, że robi to nie tak jak trzeba. Rozeźlił się Hrabia i kombinuje inaczej. Ale Hrabinie to też nie w smak. W końcu Hrabia się wściekł. Wstaje i bierze kandelabr od Jana i każe Janowi zadowolić Hrabinę. Jan wskakuje i już po chwili Hrabina jęczy z rozkoszy. Na co Hrabia: - Widzisz, durniu, jak trzeba trzymać kandelabr?! Widzisz?!
Podczas gry hrabiego na fortepianie wchodzi lokaj i mówi: - Jak pan hrabia ślicznie gra! (z entuzjazmem) - Eee tak se tylko popier**lam. - Jak pan hrabia się brzydko wyraża! (z oburzeniem) - Ale za to ślicznie gram!!!
H: Janie... czy cytryna ma nóżki? J: Nie panie... H: O cholera, znowu wycisnąłem kanarka do herbaty...
Leży hrabia z hrabiną w łóżku. Nagle dzwoni na Jana: - Janie, podaj mi prezerwatywę! Jan przynosi prezerwatywę na złotej tacy i podaje hrabiemu. Ten: - Nie te, durniu! Te z herbem!
Hrabia puka do drzwi Hrabiny: - Hrabino azaliż mogę wejść? Hrabina na to: - A wejdź, a zaliż!
Hrabia i Hrabina spędzają noc poślubną. Nad ranem zniesmaczony Hrabia zacina się w palec i skrapia prześcieradło ze słowy: - Niech chociaż pozory będą... Hrabina równie zniesmaczona wysmarkała się w prześcieradło i powiedziała: - Masz rację, Hrabio.
Wchodzi hrabia do pokoju. Patrzy, a tam wielka kupa. Woła: - Janie! - Ja też nie!
Hrabina do spotkanego na ulicy żebraka: - Biedny człowieku, masz tu pół funta. Mój Boże, to musi być straszne być bezdomnym nędzarzem! Ale chyba jeszcze gorzej być ślepcem! - Ma pani rację. Kiedy byłem ślepcem, ludzie zawsze rzucali mi fałszywe monety.
Hrabia został ambasadorem Polski w Londynie. Dwa lata później baronowa pyta go: - Czy dużo trudności sprawia panu hrabiemu język angielski? - Mnie - nie. Anglikom - tak.
Hrabia: - Janie, czy u nas w ubikacji są dwa sznurki, czy jeden ? - Jeden. - W takim razie znowu załatwiłem się pod zegarem.
Hrabia wraca wcześniej z polowania. Jan staje na drodze do sypialni: J: Panie hrabio, nie wolno! Pani hrabina przyjmuje kochanka. H: Szabli!! Porwał szable ze ściany i wbiegł do sypialni. Słychać okrzyk. Po chwili hrabia się wychyla: H: Janie, dla pana wacik, a dla pani korkociąg.
Hrabia ma jechać na wojnę. - Janie, masz tu klucz do pasa cnoty hrabiny. Pilnuj klucza i hrabiny! - Dobrze hrabio. Hrabia pojechał. Po dziesięciu minutach dogania go Jan: - Hrabio, nie pasuje!
Hrabia z Janem pojechali na polowanie. Po drodze na rozgrzewkę wypili strzemiennego. Widzą jelenia. Hrabia wypalił i nie trafił. No to wypili jeszcze raz. Znów widzą jelenia. Hrabia znów wypalił i nie trafił. Znowu wypili. Jada dalej i widzą jelenia. - Hrabio, może teraz ja spróbuję? - Dobrze Janie. Jan strzelił i jeleń padł. - Jak to zrobiłeś? - Trzeba celować w środek stada.
Tym razem inny, młody, przystojny hrabia tańczy na balu. Wszystkie arystokratki niemal mdleją na jego widok, każda chciałaby choć raz z nim zatańczyć. Tańczą więc i tańczą, a hrabia cały czas milczy. W końcu jedna tancerka pyta się hrabiego: - Czemu hrabia taki milczący? A on na to: - Ch*j, ale fajnie tańczę! :))
- Janie - mówi hrabina do lokaja - hrabiego boli gardło. Proszę mu ukręcić ze dwa jajka... - AAAAuuuuaaaa!
Hrabia czyta gazetę. - Janie, czy tramwaje jeżdżą po dachach? - No nie panie hrabio, tramwaje jeżdżą po szynach na ziemi. - No to dlaczego tutaj napisali, ze tramwaj zabił kominiarza?
- Janie, w nocy miałem przypadkowy wytrysk nasienia! - Już zmieniam prześcieradło... - Baldachim, idioto!!
- Janie! - Słucham Pana. - Czy możesz przysunąć tu fortepian? - Tak, Panie. Będzie Pan grał? - Nie, ale zostawiłem tam cygaro.
Rankiem, po hucznej zabawie: - Janie! - Tak? - Czy u mnie w samochodzie drzwi otwierają się do góry? - Nie... - Cholera, znów przywieźli mnie w bagażniku...
Hrabia po dłuższym pobycie za granica wraca do swoich posiadłości. Na dworcu czeka na niego zaprzęg koni i wierny sługa Jan. - No i cóż tam zdarzyło się we dworze podczas mojej nieobecności, Janie? - Nic takiego panie... no może tylko to, ze Zaorek zdechł. - Zaorek ?! Mój ulubiony pies? Jak to się stało? - Ano nażarł się końskiej padliny, to i zdechł. - A skąd we dworze końska padlina? - Konie się poparzyły, to zdechły. - Jak to konie się poparzyły ??... Od czego? - Od ognia, panie, jak się stajnia paliła. - A kto podpalił stajnie? - Nikt, od płonącego dworu się zajęła. - Na miłość boska, to i dwór spłonął? Jakim sposobem? - Ano po prostu. Przy trumnie z miłościwa panią hrabianka stały świeczki no i jedna się przewróciła...
Hrabia do Jana: - Janie, idź podlej kwiaty w ogrodzie. - Ale przecież pada deszcz. - To weź parasol.
- Janie, podaj strzelbę! - Jaśnie Pan będzie polował? - Głupcze! Zmieniam służbę!
Przy stole: - Tak, tak, hrabino! Mam hemoroidy!... - Oh, hrabio! W istocie?!... - Nie, hrabino! W dupie!...
- Czy hrabianka zatańczy? - Niestety, mam pypcia... - Ach, w rzeczy samej.. - Nie, tuż obok!
- Janie! - Tak, Panie? - Kto wysiusiał na śniegu: Wesołego Alleluja Panu Hrabiemu? - Ja, Panie. - Przecież nie umiesz pisać! - Ale Pani Hrabina trzymała pióro...
Hrabia po dłuższym pobycie za granica wraca do swoich posiadłości. Na dworcu czeka na niego zaprzęg koni i wierny sługa Jan. - No i cóż tam zdarzyło się nowego we dworze podczas mojej nieobecności, Janie? - Nic nowego, Jaśnie Panie... No może tylko to, że Azorek zdechł. - Azorek?! Mój ulubiony pies? Jak to się stało? - Ano nażarł się końskiej padliny, to i zdechł. - A skąd we dworze końska padlina? - Konie się poparzyły, to zdechły. - Jak to konie się poparzyły???... Od czego? - Od ognia, Panie, jak się stajnia paliła. - A kto podpalił stajnię? - Nikt, od płonącego dworu się zajęła. - Na miłość boska, to i dwór spłonął? Jakim sposobem? - Ano po prostu. Świeczka przy trumnie teścia Pana hrabiego się przewróciła i firany się zajęły. - Och! A czemu mój teść umarł? - Bo Jaśnie Pani uciekła z tym oficerem, co się z nim od trzech lat spotykała. - Spotykała się od trzech lat?! To przecież nic nowego! - Właśnie mówiłem, Jaśnie Panie, że nie zdarzyło się nic nowego.
- Janie, drzwi do windy otwiera się w prawo czy w lewo? - W prawo, panie hrabio. - O cholera, znowu zjechałem na dół zsypem.
- Jak spowodować, by oczy blondynki zalśniły blaskiem? - Zaświecić latarką w ucho.
- Dlaczego blondynkom nie przysługuje przerwa na kawę w pracy? - Ponieważ jest to nieopłacalne. Po przerwie trzeba je ponownie przyuczyć do zawodu...
- Jak poznać, że blondynka używała komputera? - Ekran jest biały i komputer nie reaguje na klawisze - Po czym poznać, że druga blondynka używała komputera? - Komputer dalej nie reaguje, ale są jakieś napisy na białym ekranie...
- Dlaczego blondynki nie lubią oranżady w proszku? - Bo nie wiedzą, jak wlać pół litra wody do tej małej torebeczki...
- Dlaczego blondynki nie jedzą ogórków konserwowych? - Bo nie mogą wsadzić głowy do słoika...
- Co umieszcza blondynka za uszami by być bardziej atrakcyjna? - Nogi.
- Dlaczego blondynki nie używają wibratorów? - Ponieważ od wibratora bolą zęby...
- Jaki jest zew godowy blondynki? - "Jestem taaaaka pijaaana..." - Jaki jest zew godowy brzydkiej blondynki? - "Mówiłam, że jestem pijana, do cholery!!!" - Jaki jest zew godowy brunetki? - "Czy ta blondynka już sobie poszła?"
- Co robią blondynki rano ze swoimi dupkami? - Pakują im drugie śniadanie i wysyłają do pracy...
- Co robi blondynka po stosunku? 1. Otwiera drzwi samochodu 2. Idzie do domu 3: Mówi "Dzięki, chłopcy!" 4: Mówi "Czy wszyscy gracie w tej samej drużynie?" 5: Mówi "Kim byli ci wszyscy faceci?"
- A dlaczego blondynki mają trójkątne trumny? Bo po ciemku nogi rozkładają.
- Co ma wspólnego blondynka z torami kolejowymi? - Były kładzione na obszarze całego kraju...
- Po co blondynka ma orgazm? - Aby wiedziała, kiedy zakończyć stosunek.
- Po czym poznać, że blondynka miała orgazm? 1: Wypuszcza z rąk pilnik do paznokci 2: Mówi "Następny!" 3: Następny w kolejce puka cię w ramię
- Po czym poznać która blondynka jest kelnerką? - To ta z tamponem zatkniętym za ucho, szukająca w panice ołówka...
- Ile blondynek potrzeba do wymiany żarówki? - Dwóch. Jedna do przytrzymania puszki Pepsi, a druga krzyczy "Taaaaato!"
- Jaka jest różnica między blondynka a Jumbo-Jetem? - Nie każdy był w Jumbo-Jecie...
- Co mówi blondynka, która urodziła dziecko? - "Ojej, to naprawdę moje?"
- Po co blondynka wspina się na szklany mur? - Aby zobaczyć, co jest po drugiej stronie...
- Co zrobić, gdy blondynka rzuca w ciebie granatem? - Złapać, wyciagnać zawleczkę i odrzucić!
- Jeśli blondynka i brunetka wypadną razem z okna wieżowca, która szybciej spadnie? - Brunetka. Blondynka parę razy zatrzyma się by spytać o drogę...
- Jaka jest różnica między blondynka a Ferrari? - Ferrari nie pożyczyłbyś byle komu.
- Jaka jest różnica między mądrą blondynką a Yeti? - Yeti ktoś, kiedyś, podobno widział...
- Jaka jest różnica między blondynką a automatem telefonicznym? - Trzeba mieć monetę, aby skorzystać z telefonu...
- Co powiedziała mama do blondynki przed jej randką? - Jeśli nie będziesz w łóżku przed północą, wracaj do domu.
- Co powstanie, jeśli się skrzyżuje blondynkę z gorylem? - Kto wie? Są pewne granice tego, do czego można zmusić goryla...
- Dlaczego blondynka zmienia dziecku Pampersa raz na miesiąc? - Ponieważ na opakowaniu napisano "do 20 kg".
- Jak blondynka usiłowała zabić ptaka? - Rzuciła go w przepaść
- Jak blondynka zabija rybę? - Topi ją.
- Czemu blondynka cieszy się, że ułożyła układankę puzzle w 4 miesiące? - Ponieważ na pudełku napisano: "Od 2 do 5 lat"!
|
|