Start
Humor
Muminki
Część czwarta
Humor
Muminki
Część czwarta | Część czwarta |
|
|
|
Nad las muminków zaszly niezbyt ciekawe chmurki. Wiatr leko czesal trawke nad szemrzacym strumykiem. Minely juz najlepsze godziny popoludnia. Poddenerwowany Tata muminka doczolgal sie do domu. Trzasnal drzwiami, cisnal kapelusz.
- Muminek, jutro z rana jedziemy na stolice. - Po huja? - No, na wycieczke, tempaku! - Nie pierdol mi tu! Do tych jebanych mieszczuchów? Na jakas zasrana wycieczke!? - Jeb sie! Stefan ma znajomych nad wisla, a zreszta jak nie pojade to obije mi ryja. Wiec stul pysk i sluchaj! Skocz no G-S'u i kup mi dwa razy to co zwykle, zeby na droge bylo... - Zgrzewke winka i karton extra mocnych? - No kurwa przecie mówie! Masz tu 6.50 i przynies mi reszty. Ruchy! Muminek niezwlocznie udal sie przez mroczny las w kierunku wsi. Po dluuugim spacerku dotarl do G-S'u, ostatniej ostoji kapitalizmu. Zdemolowany i wielokrotnie rabowany skepik stal w pelnym blasku obok zweglonych zgliszcz wojewódzkiej remizy. - Eeeemmm, to biedzie tak, wezme cztery "Usmiechy PRL'u" za 3.60, do tego trzy pozeczkowe "Sny Soltysa" oraz pake "Klubowych", albo nie, lepiej da pani niebieskie "Gromy" bez filtra. Na kreche oczywiscie. - Dzie mi z tom krehom? Ja cie gnoju, na utrzymanie ni bierem! - Jak na kreche mówie, to kurwa jebana, na kreche! Bo jak nie to ociec przyjdzie z kolegami i inaczej pogadamy! - ...czymaj i spadaj! I zebys mi smarkaczu tom kase zwrócil! - Taaa... jasne! ;) - usmial sie Muminek Wracajac do domu jak zwykle nie mógl sie oprzec urokom kapslowanych butelek pozeczkowego "Snu Soltysa", co wydatnie przeszkodzilo mu w znalezieniu drogi powrotnej. Butelki otworzyl po ludzku: urombal szyjki, ale widac, ze w sposób wprawny - nie uronil ani kropelki wytrawnego napoju. Minutke pózniej spontanicznie wygenerowane pozeczkowe fraktale mienily sie dookola drogi... póki nie zgaslo mu swiatlo. Dalo sie uslyszec tepe uderzenie o nieorany grunt posród leniwego spiewu lesnych ptaszków. I tak lezal, a sloneczko leniwie osunelo sie za horyzont, zablysnal ksiezyc. Mijaly godzinki, a nocna mgielka poczela sie obracac w poranna rose. Pierwsze promyki slonca ogrzaly kwiatki, krzaczki i cielsko muminka w nich skrytego no i oczywiscie ogrzaly brunatny asfalt na drodze G255 do Falenicy. Siaty z zakupami juz nie bylo, na reku pozostal tylko miedziany odcisk "Rolexxa", butów tez by nie mial, gdyby nosil. Niewzruszony Muminek podsumowal sytuacje puszczeniem nadzwyczaj artystycznego pawia, tworzac tym sposobem konstelacje duzego belta. Jeszcze tylko zaleczyl kaca przypalajac sobie zielsko od Paszczaka i juz w milszym nastroju mógl udac sie do domciu. Na miejscu zastal starego z naszykowanymi "kartonami podróznymi" i wlóczykija wypelniajacego futeral na skrzypce paczkami szlifowanej amunicji do ruskiej podróby kolta na kule dum-dum. - Gdzies ty sie opierdalal? - zapytal zyirytowany tata Muminka. - Co ty se w huja lecisz? Chyba G-S'ie bylem, co nie? - Cala noc? Gdzie prowiant? - No co kurwa, bylo zamkniete! - Muminek mial blyskotliwa wymówke. - Debilu! Wykazuj ruchy, bo jak sie spóznimy na pekaesa to Stefan zrobi mi obrzezanie pila lancuchowa! Bierz toboly i to jazda! Muminek nie zabardzo byl w stanie zlapac któregos z wlochatych kartonów przelatujacych obok niego... Po chwili skupienia wytezyl swoje smysly, obudzil w sobie instynkt mysliwego i szybkim ruchem ujal w zelazny uscisk jeden z kartonów przypominajacy Ryjka. - Ja pierdole! - zdenerwowal sie Ryjek. - No co ty se robisz? Pojebalo cie? ...Dobra, niewazne, spierdalaj! - zareagowal Tatko I cala ferajna mniej lub bardziej zgrabnie udala sie na przystanek PKSu. Po trzech kwadransach z nadjezdzajacej chmury spalin oleju grzewczego wylonil sie rdzawy 'Autosan' i leniwie osiadl w asfalcie przed przystankiem. Kierowca zarzadal kolosalnej sumy trzynastu zlotych za przejazd. - No Rychu! Przyjacielu, daj spokój! Chyba nie pozbawisz starego kumpla polowy zasilku za jakiestam bileciki! - Pozbawie. - Tyle razem wypilismy, a ty przeciwko mnie? - Nie pierdol balwanie, zes mi caly bimber opendzlowal! Kasa albo wyjazd! - No dobra. Ryjek, zaplac panu... - Ja pierdole! - ryjek przeliczyl ostatnie moniaki. Autobus ruszyl ze zgrzytem zapiaszczonej skrzyni biegów. Gdy robili 400.000 kilometr od ostatniego przegladu generalnego, dalo sie czuc te emocje, to podniecenie muminków przed spotkaniem z metropolia. Od centrum europy dzielily ich tylko dwie przesiadki! Podróz dla muminków byla udana. Muminek znalazl gume do zucia pod siedzeniem, a Tatko z Wlóczykijem okantowali pasazerów w pokera na 7 zl 16 gr! Na tylnych siedzeniach ulokowalo sie kilku Bulgarów. Wlóczykij dosiadl sie do nich, zeby zrobic im pilota po kieszeniach. No, ale jak mieli sledzika, i sledzik mial w czym plywac... Tata muminka byl niezwykle zadowolony, gdyz gustowal w spirytusach. Nim sie spostrzegli wykonczyli zapas fioletowej wódki z samowaru, obalili przemycane flaszki z etykietka "Woda Zródlana Extra Mocna", a ryjek wrabal ostatnie Borygo i rezerwowa Wyborowa. - Panowie! Ale kiwa ta lodzia! - Wybelkotal jeden z Bulgarów. - W rzeczy samej! Pojebuje nami jak stara dziwka! Przepraszam na moment, ide zajebac kapitanowi tej pierdolonej lajby... - odpowiedzial Tata muminka - E! Zaspiewamy e, piosenkie! - zaproproponowal muminek. - Jej! Szanty! - ucieszyl sie Ryjek. I wszyscy zaczeli spiewac "Ej, mumina nikt nie wydyma...". Tata muminka odkryl w sobie dryg do tanca. Wyjebal kilka bagazy przez okno, zeby bylo gdzie tanczyc. Muminek zrobil sobie spódniczke z proporczyków kierowcy... |
| « poprzedni artykuł |
|---|




